Ciekawość jest jedną z ważniejszych wartości w moim życiu. Dzięki niej uczę się ciągle nowych rzeczy, poznaję nowe miejsca, smakuję egzotyczne potrawy.

Często jednak jestem ciekawa świata, jednocześnie pozostając w obszarze mojego poczucia komfortu. Uczę się najchętniej tego, co mnie pasjonuje, podróżuję tam, gdzie morze i ciepło, jadam w restauracjach, które mają dobre rekomendacje. W zeszłym roku obiecałam sobie, że czas na inny rodzaj ciekawości i eksplorowania świata. No tak, ale postanowienia – czyli teoria – a życie to dwie różne rzeczy. Wiele razy oświadczałam, jak sytuacje zmuszają nas do takiej ciekawości, która jest na zupełnie przeciwległym biegunie niż nasz komfort i bezpieczeństwo. Można by powiedzieć: „W sumie bardzo dobrze, bo kto sam o  zdrowych zmysłach zmuszałby się do trudnych lub niewygodnych sytuacji z własnej woli?”. Przez lata jednym z moich postanowień było komunikować się w innym języku niż język polski, i wiem, że nie tylko ja tak miałam.

Oczywiście natłok obowiązków, praca, dzieci itp. dawały mi skuteczną wymówkę, że już nie mam czasu lub siły, aby móc skutecznie się uczyć. I gdyby nie fakt, że zaczęłam współpracować z trenerami z różnych zakątków świata, a mąż z synem zamieszkali w Norwegii, pewnie nadal miałabym super wymówki. Dziś słucham płyt, gdy jestem w drodze, oglądam filmy, tłumaczę słowa piosenek, rozmawiam przy każdej okazji, nie
analizując, czy mówię poprawnie, czy nie. Ważne, aby się dogadać. Moja przyjaciółka Ewa realizuje się w górach i kilka razy w roku z płonącym wzrokiem opowiada mi, gdzie się wspinała, rozkładała biwak lub dygotała z zimna na sześciu tysiącach metrów, w namiocie, który ledwo się trzyma wśród gór, śniegu i wiatru. Słucham jej z otwartą buzią i podziwiam, ale ja – człowiek ciepłolubny i kochający wodę – zawsze miałam  równoległą myśl „to nie dla mnie”.

Tym razem życie postanowiło się ze mnie pośmiać, a moja ciekawość i szalone pomysły wpędziły mnie w sytuację dla mnie co najmniej ekstremalną.

Wymarzyłam sobie, że cudownie byłoby robić warsztaty wśród pięknej przyrody. Mając za sobą takie doświadczenie z Norwegii, tym razem z grupą pojedziemy do Włoch, w Dolomity. Pomyślałam – góry, łagodny klimat, pyszne jedzenie – i nagle… stoję nad przepaścią, na trudnej ferracie, przypięta dwoma paskami do metalowej linki, a serce bije mi jak szalone. Nogi mam jak z waty. W głowie kłębią mi się myśli… Boję się, jak tu wysoko, nie dam rady… Przede mną pięćsetmetrowa, prawie pionowa ściana, a to dopiero początek. Przełamuję lęk i robię kolejny krok… Po kilku dniach mam za sobą kilka trudnych ferrat, widoki, których słowami opisać się nie da, i wiarę, że nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych. Nadchodzi najpiękniejsza pora roku. Może warto, abyś pomyślał, jakie granice czekają na przesunięcie. Niedziele o ograniczonym handlu mogą sprzyjać rodzinnym wycieczkom w miejsca inne niż galerie handlowe. Może wyciągniesz zakurzony rower albo plecak z dna szafy na piesze wycieczki? Czasami małe przesunięcie granicy może być początkiem ogromnej satysfakcji.

Autorem artykułu jest Magdalena Daraż-Gogół. Powstał specjalnie dla magazynu grupy Omega Pilzno dostępnego pod adresem:
https://omega-pilzno.com.pl/wp-content/uploads/2018/05/OMEGAMore_2.2018-compressed.pdf